Bajm i Bob Dylan
Zespół powstał w roku 1976. W początkach swojej działalności kojarzył się z nurtem muzyki studenckiej o czym świadczą utwory “Rano” oraz ” Piechotą do lata”. Lata osiemdziesiąte to początek ścieżki rockowej zespołu. Jego skład to fenomenalna i wciąż kusząca powabem Beata Kozidrak jako wokal oraz autorka tekstów, Andrzej Pietras to również wokal, Jarosław Kozidrak na wokalu , keyboardzie jak i na gitarze, Henryk Mazurek jako gitarzysta, Marek Makuch jak basista, Bogdan Tchórzewski na perkusji. Beatę Kozidrak łatwo rozpoznać po jej niezwykle charakterystycznym głosie. Piosenki są śpiewane głosem o dużej skali. Dawniej utwory były głównie rockowe , obecnie znajdują się co niektóre na granicy popu. Pewnie wynika to z konieczności poddawania się nowym trendom. Najlepiej sprzedające się płyty zespołu to “Bajm” z roku 1983, Nagie skały z roku 1988, Etna z roku 1995, Szklanka wody z roku 2000. Bajm to ikona naszej rodzimej popkultury, przez lata ludzie na prywatkach bawili się a teraz już na imprezach bawią się przy niezapomnianych przebojach tej formacji. Muzyk urodził się w roku 1941. Jego prawdziwa tożsamość brzmi Robert Allan Zimmerman. Jest amerykańskim wokalistą , gitarzystą jak również kompozytor. Ponadto autor wielu tekstów a także producent wielu nagrań. Jego osoba miała niebagatelny wpływ na rozwój muzyki popularnej, nadał jej kształt i kierunek. Jego tekstami i utworami inspirowali się nawet muzycy zespołów takich jak The Beatles. Jego oferta muzyczna jest przebogata. Grał zarówno country, bluesa, rock and rolla oraz folkowe ballady. Najlepsze utwory tego artysty to “Blowin’ in the Wind”, ” The Times They Are A-Changin” , ” Mr. Tamburine Man” , ” Like a Roliing Stone”, ” Just Like a Women”, ” Knockin’ On Heaven’s Door” ( soundtrack z filmu Patt Garret i Billy Kid), ” Forever Young”, ” Most of the Time”. Pomimo , że utwory tego artysty liczą już ponad trzydzieści lat, cieszą się one wciąż ogromną popularnością. Zawdzięczać autor może to tematyce tekstów, która jest ciągle aktualna i powoduje , że ciągle chętnie sięgamy po płyty Boba Dylana.
TLove Antyidol
W płytę wprowadza nas intro: gitarowa solówka nawiązująca do hejnału granego na krakowskim rynku. Pierwsza piosenka “miłość II” wrzuca od razu piaty bieg i przechodzi bardzo szybkim tempem jakby obok nas, co wcale nie jest wadą. “Jak żądło” to piosenka przy której zastanawiamy się czy to dalej T.love? Falset Muńka to zupełny odlot, przez chwilę czuje się jakbym słuchał “The Darkness”. Piosenka jednak jest bardzo przyjemna i wpada w ucho no a tekst jest jakby też inaczej o miłości. Płyta bogata jest w różnego rodzaju niespodzianki. Zespól gra bardzo dojrzale, w porównaniu do poprzednich albumów, niektóre momenty piosenki “dziewczyny” brzmią jakby nagrywał je “green day”, takich momentów jest na płycie zresztą więcej. Zespół zresztą jest bardziej uniwersalny muzycznie, odchodzi trochę od swojego wizerunku zespołu rock’n'rollowego, choć typowe piosenki tego typu również można znaleźć an albumie, na przykład “gaz”. “Mental terror” znów nasuwa skojarzenia z grupą “the doors” , natomiast “My name is Lukasz” to raczej muzyczny żart, piosenka śpiewana do pianina, to nie typowy utwór T.love. Przy końcówce płyty na wyróżnienie zasługują jeszcze piosenki “dzień” oraz “She loves Dostojevsky”. Według Muńka Staszczyka Antyidol miał być powrotem do korzeni zespołu. Można powiedzieć że trochę więcej jest znów punku a mnie rock’n'rolla. Płytę wydaną (jakże by inaczej) w listopadzie 1999 roku rozpoczyna “banalny”, piosenka być może nie o głębokim przesłaniu, jednak bardzo uczuciowa i wręcz ociekająca emocjami i nieskrywaną naturalnością. “133″ to piosenka podrasowana paroma chwytami elektronicznymi, jednak słucha się bardzo dobrze, “anty” to z kolei piosenka o buncie, czyli w zasadzie bardzo w stylu początkowych dokonań kapeli. “Mów do mnie” i “ambicja to spokojne kawałki, w iście nihilistycznych klimatach, dobre do snu. “Piosenka” to kolejny po “banalnym” hit na płycie.. niestety nie jest ich tutaj wiele. “E.M.I.” to już piosenka w klimatach późnej nirwany, ostre gitarowe rytmy przypominają te z “dive” Cobaina. Ostatnie cztery piosenki płyty: “S.O.S. Ska”, “dla Ciebie”, “popsong” i “jak dzieci” nie wyróżniaja się niczym specjalnym. Może jedynie “popsong” posiada wyrazisty klimat z charakterystycznym modernistycznym tekstem. Ogólnie 11 piosenek to mało. Ale dzięki dwóm hitom, można to zespołu wybaczyć.